Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 094 968 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Spacerkiem po Strzelnie - cz. 33

wtorek, 18 maja 2010 19:31
Skocz do komentarzy




Ulica Świętego Ducha - cz. 4



Wracamy do spacerków po mieście. Kontynuuję dziś przerwaną eskapadę prawą stronę ulicy Świętego Ducha od posesji nr 10 w kierunku południowym, czyli ku Placu Daszyńskiego, do numeru 16. Przejdziemy zaledwie cztery posesje i jak zwykle zapraszam do uzupełnienia mej wiedzy swymi spostrzeżeniami i informacjami o tych miejscach. Pragnę was poinformować, że dla wyeliminowania nieproszonych gości z mego blogu, a szczególnie tych, którzy poczęli sobie zbyt frywolnie poczynać dokonując obraźliwych wpisów, dodałem opcję logowania się, by cokolwiek napisać w komentarzach. Dopiero, po zalogowaniu się będzie można wpisać komentarz i tenże ukarze się po mojej akceptacji. Obrażanie kogokolwiek spowoduje, iż dany wpis usunę przed publikacją, czyli wyproszę niegrzeczną osobę z naszego towarzystwa. Słuchając najbliższych, w tym również kolegi Heliodora, który pomaga mi w urozmaicaniu zapisów różnorakimi dziełami swego obiektywu, nie będę wdawał się w żadne polemiki uwłaczające godności naszej, tj. mieszkańców Strzelna i naszych Gości. Wszystkich, którzy chcieliby porozmawiać ze mną bezpośredni zapraszam do pisania na poczcie mailowej: marian-strelno@wp.pl






Pisząc o ulicy Świętego Ducha warto zwrócić uwagę na jej funkcję reprezentacyjną, jaką spełniała i spełnia po dzień dzisiejszy. Przy niej znajduje się najwięcej sklepów i placówek usługowych, bo ponad 40. Nadto zlokalizowane są tutaj: Poczta, Przychodnia Rejonowa, Apteka „Romańska" oraz duży pawilon handlowy „Biedronka".

 

Ostatnio zatrzymaliśmy się pod numerem ósmym, do której to kamienicy przylega od południa, czyli w ciągu ulicy, parterowy budynek oznaczony numerem 10, a w którym znajdują lokum dwie placówki handlowe. Jest tutaj sklep drogeryjny i agedowski sklep sieci „Awans". Część mieszkalna tej posesji, z ogrodem sięgającym ulicy Michelsona, znajduje się w oficynie podwórzowej. Koleje dziejowe tej posesji podobnie jak wszystkich parceli znajdujących się przy tej ulicy sięgają średniowiecza. Jednakże najstarsze dane zapisane na papierze sięgających dopiero przełomu XVIII/XIX w. To z nich dowiadujemy się, że w 1800 r. właścicielem domu był Polak wyznania katolickiego, Łoboszewicz. Kolejnymi właścicielami byli Żydzi, a konkretnie rodzina Fabiszów. Antenat tegoż rodu nabył całą zabudowaną parcelę właśnie od Łoboszewicza. W 1889 r. wymieniany jest w spisach Potomek Fabiszów, który prowadził tutaj piekarnię. Znając zwyczaje żydowskie wynikające z ich tradycji i wiary możemy dzisiaj jedynie domniemywać, że była to piekarnia specjalizująca się w produkcji pieczywa „koszernego". Zapewne tutaj wypiekano dla izraelitów strzeleńskich świąteczną, czyli szabasową macę, jak również chałki i inne pieczywo. Od piekarza Fabisza posesję nabył wymieniany w 1910 r. Wojciech Dobrzyński, który również prowadził tutaj piekarnię. Po jego śmierci interes kontynuowała małżonka Teresa Dobrzyńska. Poza Dobrzyńskimi mieszkały tutaj jeszcze trzy inne rodziny, m.in. koszykarz Jan Białecki, który poległ na froncie I wojny światowej.



 

Po II wojnie posesja ta należała do małżonków Walerii i Feliksa Skoniecznych i w rękach potomków, dziś Mohylowskich, pozostaje. Przez długie lata PRL-u znajdował się tutaj sklep GS „SCh", który prowadziła właścicielka posesji Waleria Skonieczna. Budynek ten przeszedł przeobrażenie po wyprowadzeniu lokatorów. W ostatnich latach został gruntownie przebudowany i zamienił swą funkcję z mieszkalno-handlowej w stricte handlową. Zaś dla oficyny mieszczącej się w podwórzu zachowano funkcję mieszkalną.

 

Wąski przesmyk pomiędzy posesjami rozdziela kolejne parterowe domostwo oznaczone numerem 12, należące obecnie do Gajewskich. Tomasz Gajewski w części tej, jak i w części sąsiedniej posesji prowadzi duży sklep wraz z placami składowymi w branży budowlanej. Pieczołowicie odnowiony dom w części poddasza jest zamieszkałym, zaś parter z oficyną południową spełniają funkcje handlowe. Piętrowa oficyna północna stanowi część mieszkalną. Również w północnej części elewacyjnej prowadzony jest niewielki sklepik w branży odzieżowej. W latach mej młodości znajdowały się na parterze dwa sklepy, obuwniczy po lewej stronie i „stara lada" po prawej - tzw. komis, w którym można było sprzedać za pośrednictwem placówki uspołecznionej towar otrzymywany w paczkach z Zachodu. Już w latach przemian ustrojowo-gospodarczych prowadzony był tutaj prywatny sklep obuwniczy państwa Pieczaków.

 

Na przełomie XVIII/XIX w. posesja należała do protestanta Schindlera, który w podwórzu prowadził piekarnię. Z kolei w 1889 r. spotykamy tutaj Kolasińskich. S. Kolasińskiego znajdujemy w 1872 r. w składzie rady miejskiej, zaś w 1910 r., jako właściciela P. Kolasińskiego.

 

Kolejna posesja oznaczona numerem 14, podobnie zabudowana jak poprzednia parterowym domem z dwoma sklepami oraz pół mieszkalną i pół gospodarczą oficyną. Mnie osobiście kojarzy się ze znanym strzeleńskim rzemieślnikiem Janem Głowackim. Była to postać znana i zaliczana do zacniejszych obywateli Strzelna. Parał się on blacharstwem i dekarstwem. W swoim warsztacie zlokalizowanym w podwórzu w oficynie gospodarczej wykonywał wszelakie wyroby z blachy cynkowej, ocynkowanej i zwykłej. Specjalizował się w produkcji rynien, parapetów i wszelkiego rodzaju oblachowań budowlanych. Wykonywał i naprawiał wiadra, konewki, kanki do mleka i wszelakie blaszane sita, kominki wentylacyjne i różne opierzenia.



 

Pierwszym znanym z nazwiska właścicielem tej posesji był wymieniony w 1800 r. Polak wyznania katolickiego, nijaki Wiśniewski, który parał się szewstwem. W tym miejscu warto na chwilę zatrzymać się, gdyż zawód szewski był jednym z najbardziej rozwiniętych w Strzelnie. Szewcy mieli swój oddzielny cech, który prosperował całkiem znośnie już od kilku wieków. Na czele tej jednej z pierwszych organizacji rzemieślniczych stał cechmistrz, którym np. w 1841 r. był Kajetan Gilewski, a jego zastępcą Franciszek Janiszewski. Wiele nazwisk ówczesnych szewców strzeleńskich możemy dowiedzieć się z „Księgi wyzwoleń czeladniczych Cechu Szewskiego w Strzelnie" prowadzonej od 1841 r. do 1874 r. Kolejnym cechmistrzem był Walenty Paradziński, który pałeczkę cechmistrza przejął w 1843 r. W 1844 r. wśród starszych cechu pojawia się Kazimierz Wegner. Od 1845 znajdujemy w kierownictwie cechu Wincentego Usorowskiego i Wawrzyna Jarłowskiego. Od 1847 r. Piotr Mikołajewski i Franciszek Baliński, Józef Romiejewski.

 

Księga wyzwolenia zawiera wpis przyjęcia na naukę zawodu i po jej ukończeniu wpis wyzwolenia, czyli zdania egzaminu czeladniczego. A oto zapis przyjęcia na naukę:

Działo się w Strzelnie, dnia 2 stycznia 1849 r. w uprawnionym cechu naszym szewskim przy otwartym skarbie stanął przed stół tutejszy majster Józef Jarłowski z Panem Wojciechem Kosińskim i jego synem.

Ja Wojciech Kosiński daję syna mego w naukę Józefowi Jarłowskiemu na lat pół piąte i zastrzegam syna mojego Ignacego, który ma lat 15, że będzie wiernym i posłusznym przez przeciąg swej nauki.

Ja Józef Jarłowski obowiązuję się tegoż ucznia wyuczyć dobrze i trzeźwo. Przyodziewek przez przeciąg nauki i do wyzwolenia surdut za talarów pięć, spodnie, westkę, caikowe buty, koszulę i pogłówne. Przytomni majstrowie naprzeciw temu nic nie mieli, zaś koszta zapisu i wyzwolenia obowiązuje się także majster uiścić. Dziś zapis płaci, z których przyjdzie talar jeden do lady.

Świadkami zapisu ucznia byli: Daniel Świtalski - cechmistrz, Stanisław Zawacki - jego zastępca oraz pisarz bracki Piotr Mikołajewski.

 

W 1889 r. właścicielem posesji był Józef Bartoszewski, oberżysta, który w latach 1889-1891 pełnił funkcję radnego miejskiego. Niewątpliwą ciekawostką jest przekaz, jaki został odnotowany na łamach miejscowego „Nadgoplanina" w 1888 r., a który dotyczy katastrofy ulicznej spowodowanej przez jednego z okolicznych włościan. Otóż, wydarzenie miało miejsce na początku stycznia i miało taki oto przebieg. Przed jedną z oberż [być może, że był to lokal Bartoszewskiego] znajdujących się przy ulicy Świętego Ducha, gościnnie przebywający w Strzelnie mieszkaniec jednej z podmiejskich wsi, pozostawił wóz z końmi. Zaś sam raczył się wewnątrz gościńca jadłem i zapewne jakimś rozgrzewającym trunkiem. W tym samym czasie ulicą mknął zaprzęgiem inny woźnica i nie zachowując bezpiecznej odległości walnął całym impetem w parkujący zaprzęg karczemnego biesiadnika. Jak czytamy w gazecie: ...w szalonym pędzie powlókł go spory kawałek za sobą dopóki się w kawałki nie rozleciał, konie spłoszone w różne strony się rozbiegły. Trochę więcej ostrożności ze strony jadących ulicami miasta byłoby koniecznie potrzebne, a zapobiegłoby się wielu nieszczęściom, skargom a nareszcie i procesom. A zatem baczność i ostrożność.



 

W latach zaborów i w okresie międzywojennym działalność gospodarczą prowadził w tym domu Jan Szczepański, którego reklamę zamieszczam i która wyczerpuje w swej ofercie zakres świadczonych tu usług. Dodam jedynie, że poza firmą świadczącą usługi, pan Jan prowadził również sklep detaliczny. Obok znajdowała się „Drogeria Victoria" należąca do pana Albina Radomskiego, ojca Heliodora, o których napiszę jeszcze przy okazji „Wspominek zza oceanu". A póki co, również zamieszczam jego reklamę, która przybliży ofertę drogerii.






 

Pamiętam, że w budynku tym znajdował się drugi w Strzelnie - po „Samosi" z Rynku - spożywczy sklep samoobsługowy prowadzony przez PSS „Społem". Już po przemianach 1989 r. miejsce spożywczaka zajął sklep spożywczy prowadzony przez właściciela posesji pana Stanisława Skorupkę, w kilka lat później jego miejsce zajął sklep elektryczny, który prowadziła pani Irena Zienowicz. Obecnie powierzchnia jego została przyłączona do sklepu budowlanego prowadzonego w sąsiednim domu przez Tomasza Gajewskiego. Drugą część - po wojnie zamienioną na mieszkalną - zajmuje placówka handlowa sieci „Żabka", prowadzona przez Skorupków. Wcześniej w miejscu tym funkcjonował bar prowadzony przez szwagrów; Marka Skorupkę i Tomasza Gajewskiego. Zaś w podwórzu znajduje się kolejny sklep z używanymi meblami holenderskimi.

 

Ostatnio dotarł do mnie list od Pana Mieczysława Graczyka, którego treść pozwoliła mi rozwikłać tajemnicę tkwiącą w posesji oznaczonej numerem 16 [niegdyś, jak pisze Pan Graczyk miała ona nr 15]. Ze względu na wiele ciekawych informacji pozwolę sobie zacytować go w całości.

 

Dzięki Panu mogę nadal, chociaż tylko „wirtualnie" być w moim ukochanym, rodzinnym mieście! Nasz dom, który opuściłem „za nauką" przed ponad 60 laty, już nie istnieje. Idąc od Rynku prawą stroną ulicy Św. Ducha, mijam (w pamięci z lat 30-tych)  m.in. sklepy: materiałów pisemnych Raczkowskiego, piekarnię Brodniewicza,  „wielobranżowy" Muszyńskiego, stolarnię Kulińskiego, drogerię Radomskiego, zakład blacharski Szczepańskiego. Potem był nasz dom (nr 15). Rodzice kupili go w latach 20-tych od  rzeźnika  Krischa. Prowadzili dwa sklepy: z obuwiem i (krótko) z galanterią. Po przeciwnej stronie ulicy  (nr 32) był sklep Łagockiego z  trumnami, dalej rzeźnictwo Lechowskiego i  piekarnia Lewandowicza.

 

Po wkroczeniu Niemców nieruchomość przejął okupacyjny zarządca, a ojca (Michała  Graczyka) gestapowcy (w tym Doberschtein) [Był to znienawidzony przez Polaków policjant niemiecki, który lżył z Polaków i często stosował wobec miejscowych przemoc i to w najgorszym tego słowa znaczeniu. Na co dzień bił po twarzy tych, którzy nie ściągali przed nim czapki z głowy i nisko się nie kłaniali.] okrutnie pobili i chorego, z odbitymi nerkami zmusili do prac porządkowych, a następnie wywieźli na „roboty przymusowe" do Lipska. Po powrocie i sprzedaży domu, mieszkał z nami w Katowicach, do śmierci w 1971r.

 

Tyle wspomnień; wiem, że Strzelno z tamtych lat już nie wróci. Bez „spacerowego" dworca kolejowego i z obrzydliwymi silosami, straciło wiele uroku. Pozostają w pamięci miłe chwile spędzone w harcerskim gronie, m.in. nad Jeziorem Ostrowskim, co sobie z p.Gwidonem  Trzeckim korespondencyjnie przypominamy.

Serdecznie dziękuję i życzę wytrwałości w chwalebnej działalności!

Z wyrazami szacunku, Mieczysław  Graczyk.

 

Wracając do najstarszych dziejów tej posesji, to na pożółkłych kartkach magistrackich znajdujemy zapis, iż w 1800 r. parcela ta wraz ze stojącą na niej zabudową należała do mieszczanina Musiałkiewicza. Jego natępca sprzedał dom i ogród izraelicie, rzeźnikowi Krischowi. Tenże pomiędzy latami 1889 a 1902 zmarł, dom zaś dzierżyła do czasu sprzedaży Graczykom wdowa po nim. W spisie mieszkańców z 1910 r. figuruje jako właścicielka pani Krisch z córką. Nie mieszkał wówczas w tym domu żaden mężczyzna. Zapewna to wdowa po rzeźniku Krischu sprzedała posesję panu Graczykowi.


Dom, o którym pisze Pan Mieczysław już nie istnieje i tak po prawdzie, to ja tego budynku nie pamiętam. Musiał być stary, że został rozebrany. Pozostała po nim jedynie oficyna, w której mieszkała rodzina ogrodników Niewiadomskich, małżonków Mieczysława i Władysławy. Posesję nabyli w 1960 r. i prowadzili tutaj ogrodnictwo. Urządzili tutaj ogród, a w nim szklarnie z kwiatami i inspekty z rozsadą. Kiedy doszli do rozkwitu, a nad prosperującym interesem szczególną pieczę trzymała pani Władysława, wybudowali na Błwatkach dom mieszkalny oraz założyli duży sad. Tutaj można było nabyć kwiaty o każdej porze dnia, a szczególnie goździki i róże, również wiele innych produktów, a szczególnie warzywa. Śmierć pani Niewiadomskiej w 1972 r. przerwała prosperitę ogrodnictwa. Jeszcze kilka lat ono funkcjonowało, ale już nie tak efektywnie.

 

Na początku lat osiemdziesiątych XX w. całą posesję nabył lekarz miejscowy, Witold Zubowicz, o którym pisałem przy okazji Rynku 15. Całość zakupił z myślą wystawienia pięknego domu i uruchomienia tu również ogrodnictwa. Rozebrał oficynę i wystawił dom w stanie surowym, również powstały przestronne szklarnie, jednak choroba lekarza i późniejsza śmierć plany zniweczyła. W 2009 r. małżonka po śp. doktorze Witoldzie posesję sprzedała miejscowemu kupcowi, panu Prillowi.

Marian Przybylski

CDN

Podziel się
oceń
1
0


czwartek, 24 kwietnia 2014

Licznik odwiedzin:  61 018  

Kalendarz

« kwiecień »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
282930    

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Z dziejów oraz teraźniejszości Strzelna, a także pogranicza kujawsko-wielkopolskiego i o wszystkim, co dotyka mojej małej ojczyzny.

O mnie

Nazywam sie Marian Przybylski, kocham to miasto, podobnie jak moi przodkowie. Uruchomiłem ten, jak i poprzedni blog li tylko po to, by nie pisać do szuflady, która jest już pełna. W tym roku skończę 58 lat, z wykształcenia jestem rolnikiem, a potykałem się z administracją. Uwielbiam historię.
Piszcie do mnie marian-strelno@wp.pl

Statystyki

Odwiedziny: 61018

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Wiadomości